Większość z nas zna ten głos w głowie, który mówi:
„Weź się w garść, mogłeś to zrobić lepiej!”
„Znowu dałeś ciała, ogarnij się wreszcie!”
“Nie przeżywaj tak, przesadzasz, nic się przecież nie stało. Nie powinieneś się tak czuć”
Wielu perfekcjonistów wierzy, że ostre słowa do siebie to przepis na sukces. Że im bardziej się zbesztasz, tym lepiej się zmotywujesz. Bo przecież tylko „twardzi” wygrywają. Tyle że… niekoniecznie.
Samokrytyka nie działa (tak, jak myślisz)
Badania i doświadczenie pokazują coś zupełnie odwrotnego: ciągła samokrytyka nie podkręca motywacji — ona ją wysysa. Zamiast mobilizować, podcina skrzydła. Zamiast pchać do działania, wywołuje lęk, poczucie wstydu, spadek poczucia własnej wartości.
Bo jak masz z odwagą mierzyć się ze światem, skoro największy wróg siedzi w Twojej własnej głowie?
A co, jeśli spróbujesz inaczej?
Wyobraź sobie, że po błędzie nie obrzucasz się błotem, tylko… reagujesz współczuciem. Nie pobłażaniem. Nie wymówkami. Po prostu – empatią wobec samego siebie.
Brzmi zbyt miękko? To właśnie osoby, które okazują sobie wyrozumiałość, szybciej wracają do działania po porażce, lepiej radzą sobie z trudnymi emocjami i… częściej osiągają cele.
Dlaczego?
Bo nie boją się potknięcia. Wiedzą, że błąd to nie klęska, tylko informacja zwrotna. A jeśli traktujesz siebie jak wsparcie, a nie jak kata – to łatwiej Ci podnieść się z kolan.
Poznaj Zosię
Zosia miała prezentację w pracy. Poszło jej całkiem dobrze — ale raz się zająknęła, na chwilę straciła wątek. Zaraz po spotkaniu myślała tylko o jednym:
„To była totalna porażka!”
„Wszyscy musieli widzieć, jaka jestem niekompetentna.”
„Nigdy nie powinnam występować publicznie!”
Brzmi znajomo?
Z perspektywy CBT widać tu jak na dłoni konkretne pułapki myślenia (inaczej zwane zniekształceniami poznawczymi): katastrofizacja, czytanie w myślach innych ludzi, myślenie zero-jedynkowe. Wszystko to, to negatywne myśli automatyczne, które można rozpoznać – i zmienić.
A co, gdyby Zosia powiedziała sobie coś takiego:
„Zająknęłam się? Zdarza się. To była tylko chwila. Nikt nie musi być perfekcyjny, a ja i tak dałam radę. Ogólnie całe wystąpienie było całkiem okej. Z każdej prezentacji uczę się czegoś nowego.”
Która wersja Zosi ma większe szanse podejść znowu do wystąpienia z podniesioną głową?
Wsparcie = paliwo do działania
Słowa otuchy potrafią zdziałać cuda — zwłaszcza gdy pochodzą od nas samych. Warto nauczyć się być swoim sprzymierzeńcem, a nie nadzorcą z batem.
Doceniaj małe sukcesy. Przytul się do siebie mentalnie, kiedy coś nie wyjdzie. Bądź swoim kibicem, nie hejterem.
To nie znaczy, że przestaniesz się rozwijać. Owszem nie zawsze będzie łatwo i cukierkowo, bo rozwój to też konieczność wytrzymywania dyskomfortu, czasem też działania pomimo tego, że coś przeraża lub po prostu się nam nie chce. Ale uwierz – szybciej postawić kolejny krok, kiedy powiesz sobie “tak, przeraża mnie to. Jest to dla mnie trudne, ale przeszłość pokazuje, że już nie raz dałam radę w takich sytuacjach, więc mogę zacząć działać”.
Błąd to nie jest słabość. To sytuacja na której możemy się uczyć i iść do przodu. Znaczenie ma tu autokorekta (czyli wyciągnięcie wniosku co mogę robić inaczej w takiej samej sytuacji kolejnym razem), a nie autokrytyka.
Sprawdźmy to na przykładzie, gdzie faktycznie świadomie zawaliliśmy: Strasznie nie chce mi się uczyć do egzaminu więc się nie uczę – być może się uda. Oblewam.
W trybie autokrytyki mówię: Ale ze mnie leń, jak zwykle nic nie zrobiłem, żeby zdać. Nie nadaje się na te studia.
W trybie autokorekty: Oblałam, bo nie poświęciłem ani chwili na naukę to prawda. Przygotowując się do poprawki, muszę zaplanować sobie konkretny czas na naukę i się jego trzymać.
Widzisz różnicę? W autokorekcie mówimy o konkretnym fakcie i robimy plan działania. W autokrytyce lecimy w ocenianie się, które.. i tak nic nie zmieni. Co wybierasz?
Tekst na podstawie książki: “Perfekcjonizm” – Sharon Martin