Wyobraź sobie, że robisz projekt. Wkładasz w niego serce, czas, trzy kawy i jedną egzystencjalną rozkminę. Oddajesz. Wszyscy mówią: „Wow, super robota!” A Twój wewnętrzny głos? „Mogło być lepiej.”
Witaj w świecie perfekcjonizmu – krainie, gdzie nigdy nie jesteś dość dobry(-a), nawet gdy biją Ci brawo.
No dobra, ale czym właściwie jest perfekcjonizm?
Perfekcjonizm to nie tylko „lubię robić rzeczy dobrze”. To raczej wewnętrzny przymus, żeby wszystko było idealne – a jeśli nie jest, to katastrofa. W klasycznym wydaniu to wygląda mniej więcej tak:
- „Muszę być najlepszy, inaczej jestem nikim.”
- „Jeśli popełnię błąd, ludzie mnie odrzucą.”
- „Nie mogę sobie pozwolić na porażkę. Nigdy.”
Perfekcjonizm to nie zdrowa ambicja. To surowy wewnętrzny szef, który nawet na urlopie kazałby Ci poprawiać piasek na plaży, bo „mógłby być bardziej równy”.
Skąd to się bierze?
Jak zwykle – historia zaczyna się gdzieś w dzieciństwie lub we wczesnych doświadczeniach.
Perfekcjonizm często wyrasta z:
- Bardzo wysokich oczekiwań rodziców/opiekunów.
- Pochwał za osiągnięcia, a nie za bycie sobą („Dostałeś 5? Super, to znaczy, że zasługujesz na miłość.”).
- Lęku przed krytyką lub porażką – lepiej zrobić wszystko idealnie, niż ryzykować ocenę.
W CBT mówimy wtedy o negatywnych przekonaniach typu:
👉 „Moja wartość zależy od tego, jak dobrze coś robię.”
👉 „Błąd = porażka = jestem beznadziejny(-a).”
Czy perfekcjonizm może być “zdrowy”?
Krótko mówiąc: i tak, i nie.
Perfekcjonizm ma swoje dwie twarze:
- Zdrowy perfekcjonizm (czyli dążenie do wysokich standardów, ale bez katowania się błędami) może motywować do rozwoju.
- Niezdrowy perfekcjonizm to już inna bajka: wieczne niezadowolenie, stres, wypalenie, prokrastynacja („Jak nie mogę zrobić idealnie, to lepiej nie robić wcale.”).
CBT pomaga tu odróżniać:
- Realistyczne cele vs nierealne oczekiwania.
- Własną wartość od wyników, jakie osiągasz.
- Normalność błędów od katastrofy życiowej.
Mały przykład z życia:
Marta przygotowuje prezentację.
Zdrowy perfekcjonizm:
„Chcę, żeby prezentacja była dobra. Jeśli coś pójdzie nieidealnie, świat się nie zawali.”
Niezdrowy perfekcjonizm:
„Jeśli pomylę choć jedno słowo, wszyscy pomyślą, że jestem idiotką. Lepiej nie spać całą noc i 50 razy wszystko przećwiczyć.”
(plus oczywiście: stres, wyczerpanie, i łzy nad Wordem o 3:00 rano).
Perfekcjonizm to nie supermoc. To bardziej ciężki plecak, który można zdjąć, ucząc się:
- odpuszczać wtedy, kiedy trzeba,
- akceptować niedoskonałość jako część życia,
- szanować siebie nie za wyniki, tylko za samo bycie sobą.
Bo serio: świat się nie skończy, jeśli coś nie będzie idealne. Za to może być dużo bardziej… ludzki. 😉
Tekst na podstawie książki: “Perfekcjonizm” – Sharon Martin